Olga Lewandowska

Prawa ręka, lewa ręka – czyli historia pewnej rodzinki.

 

Odcinek 2.


Ciasteczka wypełniły swoją misję nadspodziewanie dobrze: najpierw udało się uprosić mamę by została na wieczór z dziećmi i obeszło się nawet bez – „Mogłaś mi chyba wcześniej powiedzieć, nie tak na ostatnią chwilę?”. Z mężem trzeba przyznać było łatwo bo zdesperowana Laura nie wyznała mu dokąd wybierają się na randkę- „To będzie niespodzianka, jeszcze tam nie byliśmy”. Pocieszając się, że w końcu powiedziała mężowi prawdę i tylko prawdę Laura próbowała nie myśleć o reakcji męża. Michał był domatorem, lubił spędzać czas w wąskim gronie bliskich znajomych i rodziny. Ciężko było wybrać się z nim do teatru, choć zawsze był bardzo zadowolony gdy już wybrali się na jakąś sztukę. Zawsze jednak to ona szukała, wybierała, załatwiała bilety, organizowała wyjście i opiekę dla dzieci. Dlatego też dzisiejsza eskapada wcale go nie zdziwiła, żona często go zaskakiwała, choć nie tak często jak sama pragnęła być zaskakiwana. Po okresie delikatnych sugestii nastąpił etap mówienia otwarcie o swoich pragnieniach. Oboje poczuli się z jednej strony lepiej ale z drugiej stało się jasne, że pewne rzeczy się nie zmienią i trzeba to zaakceptować. Jedną z nich było to, że Michał dał do zrozumienia, że wychodzenie z inicjatywą nie leży w jego naturze i że nie potrzebuje wychodzenia z domu by dobrze wypocząć. Jednocześnie zapewnił żonę, że będzie chodził z nią do kina, teatru i opery a nawet na balet jeśli to ona zorganizuje wyjście. Na tym stanęło i tak już zostało. Laura przestała czuć rozczarowanie gdy jej delikatne aluzje w stylu „a może byśmy poszli do teatru?” pozostawały bez odzewu. Wiedząc, że Michał z jednej strony nie lubi „nowości” a z drugiej, że lubi Aldonę i Romana Laura zastanawiała się co okaże się bardziej znaczące tego wieczora. Kiedy przyjechali na miejsce i zaparkowali przy błoniach kolorowy balon widokowy było już widać z daleka. Laura zebrała się na odwagę, „Zobacz kochanie jaki piękny balon, ciekawe jaki widok musi być z góry?”. Michał nie lubił owijania w bawełnę – „Chciałabyś polecieć balonem?”. – „Tak, zawsze miałam ochotę tego spróbować”. – „Jesteśmy umówieni z Aldoną i Romanem?”. – „Tak, zaraz tu będą”. W tym momencie Laura zauważyła wysiadającą z czerwonego seicenta przyjaciółkę i zaczęła do niej machać. Po chwili byli już w komplecie, a Michał nadal nie  znał planów na wieczór. Po krótkim powitaniu zapytał – „To co robimy?”. Aldona spojrzała karcąco na przyjaciółkę, po tylu latach małżeństwa, takie podchody? Wzięła swojego męża za rękę i szepcząc mu coś do ucha zaczęła się wycofywać, rzuciła zdawkowe „zaraz wracamy” i oboje zaczęli się oddalać w kierunku samochodu. Laura poczuła się beznadziejnie głupio, po co ta dziecinada, przecież mówili sobie o wszystkim byli szczerzy, nie mieli tajemnic. Najprościej jak umiała zaczęła więc wskazując na roztaczające się za jej plecami błonia „Mamy bilety na widokowy lot balonem. To jest właśnie moja niespodzianka.” Mąż jak zwykle nie okazywał emocji, z jego twarzy nie wiele dało się wyczytać, zazwyczaj zdenerwowanie  objawiało się w tonie głosu i sposobie w jaki się poruszał. No cóż znali się od dawna i jak pod wieloma względami i w tym się uzupełniali. Michał musiał się upewnić „ Chcesz żebyśmy polecieli balonem?”. Nie tego się spodziewał, raczej romantycznej kolacji we dwoje, albo jeszcze lepiej wypadu na pyszny deser lodowy, przy którym mógłby się zrelaksować i  pobyć z jedyną osobą z którą nigdy się nie nudził i z którą zawsze miał o czym rozmawiać – ze swoją żoną. – „Razem z Aldoną i Romkiem wynajęliśmy lot widokowy na godzinkę. No i z pilotem oczywiście”. Próbowała się uśmiechnąć, choć wiedziała ile ryzykuje. Michał gdy był niezadowolony dawał to odczuć na długo przez oschłość, obojętność i to raniło ją bardziej niż otwarta kłótnia, która jak burza szybko przechodzi i po której może pojawić się tęcza. Drogą nadchodzili przyjaciele, Aldonka wymownie pokazywała zegarek, nie mieli zbyt wiele czasu jeśli chcą zdążyć na wykupiony lot. Romek zagadnął widząc ich stojących w milczeniu „ To jak idziemy?”. „No idziemy, cóż zrobić jaki mamy wybór” odpowiedział Michał uśmiechając się do żony. Laura widziała, że jest zestresowany i że myśli coś w stylu, „wolałbym się mentalnie przygotować”. „Znalazłam ogłoszenie w sieci i pomyślałam, że to będzie świetna zabawa” zaczęła nawijać Aldonka niezastąpiona jak zwykle w przełamywaniu uciążliwego milczenia. „Następnym razem my przygotujemy dla was niespodziankę”- zagadną jej mąż i Laura się uśmiechnęła spoglądając na Michała, który również nie mógł się nie uśmiechnąć i odpowiedział z zapałem „I to jest dobra myśl”. „Jakiś skok na bungee albo może wynajmiemy łódź motorową”-  kontynuował, doskonale wiedząc czego jego ukochana nie zrobiłaby za nic w świecie. Romek mrugną do Aldonki „Coś wymyślimy, nie będziecie się nudzić”. – „Z wami nawet w kolejce na Kasprowy w weekend majowy” – odpaliła Laura nawiązując do innej przygody, kiedy to mówiąc delikatnie wpadli na pomysł mało oryginalny, gdyż jak się okazało takie same plany miała grubo ponad setka rodzin. Trzeba przyznać, że gdyby nie dzieci można by było stać sobie w kolejce i się opalać, albo czytać książkę na składanym stołeczku jak inni ale no cóż gdyby nie dzieci to pomysł z Kasprowym w majowy weekend by się w ogóle nie narodził.  Na wspomnienie niefortunnej przygody wszyscy jak na komendę parsknęli śmiechem i już na zupełnym luzie dotarli do balonu otoczonego przez kilka osób oczekujących na lot. Pilot okazał się sympatycznym panem po pięćdziesiątce, szpakowatym, o wysportowanej sylwetce i orlim nosie. „Nie mają państwo lęku wysokości? Jakieś problemy z sercem?” – zapytał pro forma, choć zdarzają się przypadki zawału u trzydziestolatków, więc lepiej nie dać się zwieść pozorom. „Nic z tych rzeczy” – raźnie odpowiedział Romek a reszta spojrzała pogodnie na swojego przewodnika po przestworzach i na jego zaproszenie zaczęli wchodzić do środka. Balon wznosił się łagodnie choć znacznie szybciej niż Laura się tego spodziewała więc widok na miasto z każdą chwilą się zmieniał. Wkrótce mogli zobaczyć srebrną wstęgę, którą Wisła „Kraków popasała” – jak to śpiewała trzyletnia Kamilka ucząc się po raz pierwszy w przedszkolu znanej piosenki. Widok był wspaniały a pan Tadeusz okazał się miłym kompanem, opowiadał o pomyśle zakupu balonu, który zakiełkował podczas wizyty we Francji. Tam lot widokowy balonem cieszy się dużą popularnością. Choć Paryż turyści obowiązkowo oglądają z wieży Eiffla to nie brakuje chętnych również na podziwianie Pól Elizejskich z ukazującego panoramę z wielu perspektyw podniebnego wehikułu. Balon „Ballon Air de Paris” stacjonuje w parku w miejscu byłych fabryk Citroena, mieści 30 osób. Po powrocie do polski inżynier z wykształcenia a z zamiłowania pilot w aeroklubie postanowił zakupić balon i rozpocząć własną działalność gospodarczą. Z czasem miał nadzieję, że loty widokowe zyskają popularność zarówno wśród turystów jak i wśród mieszkańców. Do tej pory gościł przeważnie zagranicznych amatorów podniebnych wycieczek. Opowiadał im przy okazji trochę o Krakowie, o historii, o zabytkach, które mogli dostrzec w blasku słońca. Pan Tadeusz nie miał licencji przewodnika, ale był Krakowianinem z urodzenia i poznawanie tajemnic miasta należało do jego młodzieńczych pasji. Laura pomyślała, że ma dużo szczęścia gdyż udało mu się połączyć swoje zainteresowania z pracą zarobkową, robił to co lubił i na czym się znał. Podziwiała takich ludzi, którzy nie poddawszy się ogólnym trendom postanowili realizować swoje marzenia. Przecież wszyscy nie mogą pracować w banku czy telemarketingu. Odkąd wybrała humanistyczny kierunek studiów zdawała sobie sprawę, że znalezienie pracy, nawet takiej, za którą można zaledwie opłacić mieszkanie i media nie będzie łatwe. Postanowiła jednak zajmować się tym co interesowało ją najbardziej czyli literaturą. – „Jak pięknie” szepnęła do męża przyglądając się grupie młodych ludzi wspinających się na Kopiec Kościuszki prawdopodobnie po to by ten letni, sobotni wieczór spędzić na beztroskich rozmowach. Złota kopuła kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu, srebro wijącej się u podnóża zamku rzeki, zieleń plant, błoni i Kopca Kościuszki mieszały się z brunatną barwą murów zabytkowych budowli i czerwienią cegły. Oto barwy naszego miasta, myślała Laura, której w głowie zabrzmiał refren znanej piosenki „ W życiu piękne są tylko chwile”, takie chwile. Jedna z przyjaciółek powiedziała jej kiedyś, że złe i dobre chwile w życiu muszą się równoważyć, po latach chudych przychodzą tłuste. Było to jakieś piętnaście lat temu, kiedy mama Kamilki rozpoczynała studia i młodzieńczy entuzjazm nakazywał wierzyć przede wszystkim w te dobre chwile ulokowane gdzieś w nieodległej przyszłości. W dniu ślubu Laura uwierzyła, że rozpoczyna się ta lepsza część życia u boku ukochanego mężczyzny. Ich miłość została wystawiona na szereg trudnych prób, które sprawiły, że dawny optymizm zamienił się w ostrożność, a każda dobra chwila taka jak ta była przyjmowana z wdzięcznością i pieczołowicie przechowywana w pamięci na gorsze czasy, które – teraz już nie było wątpliwości - nadejdą.

Wysiadali z balonu w znakomitych humorach, Michał żartował, Aldonka z Romkiem się trzymali za ręce jak za dawnych czasów. Pożegnali pana Tadeusza obiecując mu, że będą polecać jego firmę znajomym i niespiesznie zbliżali się w stronę zaparkowanych aut. „Może skoczymy na piwko?” – padło z ust Michała. „Ten klub na Grodzkiej? Przejdziemy się?”. Laura posłała mężowi zawadiackie spojrzenie, mówiące „no, no męża mi w balonie kosmici podmienili” i z trudem opanowała się żeby go nie pocałować. Taką wersję swojego towarzysza doli i niedoli lubiła najbardziej, wyluzowany i z poczuciem humoru. Wszyscy zgodnie ruszyli w kierunku „ Róży wiatrów” klubu założonego przez kolegę i współlokatora Michała z czasów studenckich. Mieli tam dla siebie i swoich przyjaciół dożywotnią zniżkę na wszystkie smaki piwa. Było w czym wybierać gdyż pojawiały się coraz to nowe eksperymentalne odmiany piwa. Tego wieczora biesiadowali i rozmawiali nie tylko o dzieciach co stanowiło bardzo duże urozmaicenie. Nie obyło się bez tematów filozoficznych i teologicznych, które tak ich interesowały jeszcze za czasów studenckiego, beztroskiego (jak się okazało patrząc dopiero z perspektywy epoki dzieci)  życia.