Olga Lewandowska

Prawa ręka, lewa ręka – czyli historia pewnej rodzinki.

 

Odcinek 16.

 

„Nie wykręcaj się chorobą!” – usłyszałam w słuchawce, kiedy wychrypiałam resztką sił, że nie przyjdę na umówione spotkanie z koleżanką. No cóż, mogłabym symulować, ale byłam chora naprawdę. I czy kiedykolwiek zdarzyło mi się udawać grypę, przeziębienie lub zapalenie krtani? Dlaczego miałabym rezygnować z pogaduszek przy herbacie, na które czekałam od tygodni. Liczyłam dni, myślałam o tym jak wspaniale będzie porozmawiać z dawno nie widzianą osobą, bo przecież u niej tyle się dzieje, wycieczki wernisaże i wystawy. Zaskoczona takim podejrzeniem, wyjaśniłam, że niestety kompletnie mnie rozłożyło, najpierw zachorowała córka, teraz ja, i nic na to nie poradzę, owszem mogę przełożyć spotkanie, dostosować się w kwestii terminu. I tu pojawił się problem, bo grafik koleżanki pęka w szwach spotkania poumawiane ma z góry na trzy miesiące i w zasadzie to może się spotkać, ale dopiero po wakacjach. Trudno pomyślałam, poczekam, zapiszę w kalendarzu odległy termin i będę myśleć pozytywnie, że akurat wtedy na pewno nie wypadnie żadna choroba dzieci ani moja. Choć to loteria i nikt takiej gwarancji dać mi nie może. Faktem jest, że nigdy jeszcze tego nie robiłam- nie wymawiałam się od spotkania udawaną chorobą, choć wiem, że czasem ludzie tak robią. Nie rozumiem, bo każde spotkanie na które się umawiam jest oczekiwane, ale mogą być różne okoliczności. Nikogo nie chcę oceniać. Jednak może czasem warto się zastanowić zanim pochopnie wysuniemy podejrzenia co do symulowanej choroby. Może być przecież tak, że to nie grypa, nie krtań tylko coś znacznie poważniejszego. I może też tak być, że trudno o tym powiedzieć, a niezrozumienie spowoduje, że nasz rozmówca w ogóle nie będzie już sił by się zwierzyć z problemów zdrowotnych? Siedzę w salonie fryzjerskim, raz do roku z okazji swoich urodzin zmieniam fryzurę. Wypada to w okresie, gdy zaczyna się lato więc krótkie włosy są bardzo wygodne, przyjemne łącze z pożytecznym. Czasem klientka na fotelu obok opowiada jakąś historię, czasem pani, która przycina włosy rzuci jakąś anegdotą. Tym razem o bratowej pewnej koleżanki, która „przestała przyjeżdżać i od miesiąca już jej nie było”. Brat wpada, ale sam, ona wymawia się chorobą. Wszystko po tym jak dziecko nieopatrznie rzuciło w jej stronę wulgarnym słówkiem. Chłopiec ma dwa lata a sypnął wiązankę jak wytrawany „szewc”. I ona się obraziła, nie rozumie, że to dziecko, gdzieś zasłyszało, powtarza, nie rozumie o co chodzi. Pytali ją czy się o coś gniewa, odpowiedziała, że nie, więc dali spokój. Jak się obraża to jej sprawa. Tylko może nie o „wiązankę poszło” tylko dzieje się coś niedobrego? A nawet jeśli, to czy nie można byłoby napomknąć, że dzieciak gdzieś zasłyszał wulgaryzmy, ale nie od nich. I zamiast gubić się w domysłach i dziwić jak można się tak obrażać czy nie łatwiej byłoby się zainteresować o co naprawdę chodzi? Siedzę i nic nie rozumiem, ale też nic nie mówię, bo zdążyłam już usłyszeć, że „niektóre kobiety to się umieją ustawić: urodzą sobie dzieci, a potem siedzą na wychowawczym a mąż haruje” oraz, że to „nie każdy facet da się tak wmanewrować” ale „niektórzy” na taki bezterminowy „urlop” swojej żony patrzą przez palce. „A inne kobiety, pracują osiem godzin”. A potem gładko temat zszedł na zakupy, że była promocja w środę w takiej to a takiej galerii. Że po pracy Pani „harująca osiem godzin” zajechała zobaczyć, bo taka okazja i spędziła w sklepie dwie godziny a potem wróciła do domu wykończona i musiała odpocząć przy dobrym filmie oraz wziąć aromatyczną kąpiel. I wiem tylko jedno, że żadna mama „na urlopie” nie zajdzie „przy okazji” do żadnej galerii bo każde wyjście musi dobrze rozplanować i nie spędzi w sklepie nawet godziny bo już po dwudziestu minutach myśli co tam z dzieckiem i czy wszystko dobrze. A po pół godzinie dzwoni. Po godzinie wychodzi i już ma wyrzuty sumienia. Nie musi za to myśleć, że rano trzeba wstawać do pracy bo pewnie wstanie w nocy i to nie jeden raz. Nie przejdzie jej też przez myśl, że jest w pracy choć myśl o „urlopie” wyda się nieadekwatna. Wiem też, że dyskusje na te tematy nic nie wnoszą, ponieważ jak mówi stare porzekadło „zdrowy chorego nie zrozumie” a „singielka mamy”. Optymistycznym pozostaje fakt, że w drugą stronę może to zadziałać, bo kto był kiedyś zdrowy coś jeszcze z tych czasów może pamiętać, podobnie matka nie do końca wyparła z pamięci czasy beztroski.