Temat choroby powraca jak bumerang, sezon chorobowy się zaczął. Okazuje się, że można jednak w sposób delikatny zwrócić uwagę rodziców aby nie przyprowadzali dzieci chorych na zajęcia dodatkowe. Taki uspokajający mail właśnie dotarł do Laury. Jakie to miłe: proszę zostać w łóżku, wygrzać się, wyzdrowieć. Syropy, katar i kaszel, chrapanie w nocy – wszystko wydaje się drobnostką gdy się czyta takiego maila. Nie ma w nim lęku, że będą komplikacje, znudzone dzieci zaczną skakać po tapczanie i rzucać czym popadnie, nie ma zmęczenia i ochoty żeby się katapultować na inną planetę. Nieraz lukru jest za dużo, aż zbiera się na mdłości, w tym wypadku jednak tak nie było. Mail uspokoił Laurę, w końcu to tylko infekcja nie pierwsza i nie ostatnia w ich małżeńskiej karierze.

Jakiś czas później spotkała tatę chorego na raka chłopca, kolegę z klasy Kamilki. Tu już zmęczenie, niesprawiedliwość a nawet okrucieństwo lekarzy nie pozwala na uspokajające zapewnienia; że będzie dobrze, że przecież wielu ludzi z tego wychodzi. Człowiek zniszczony złością innych ludzi, przerażony własną bezsilnością. On doświadczył tego jak bardzo narracja, nasz opis rzeczywistości może mijać się z prawdą. Lakierowanie rzeczywistości to po prostu zaprzeczanie faktom, wypieranie własnych uczuć, chęć pokazania się jako superbohater (nawet podświadomie).  Uspokajające pogadanki czy wywiady ludzi którym udało się wyjść ze strasznej choroby jaką jest rak mają niestety wielorakie funkcje. Między innymi taką, aby zdrowa część społeczeństwa dbała o swoje zdrowie oraz aby uciszyć lęki osób, które gdzieś, od kogoś coś słyszały, widziały, otarły się o chorobę nowotworową i jeszcze niedowierzają, jaki to koszmar. Pozostali, którzy tylko przeczuwają czym jest chemia i naświetlanie co znaczy „otwierające się rany” mogą być traktowani takimi uspokajaczami bo przecież mają pracować, nie rozmyślać o chorobach a tym bardziej o chorym systemie zdrowia. Tata chorego na nowotwór Maćka mówi – gdyby kiedykolwiek jakiś z dziennikarzy chciał ze mną porozmawiać powiem wszystko, nawet z nazwiskami. Desperacja nie dziwi gdy dziecku odmówiono leków i poczęstowano radą: by szukać alternatywnych metod leczenia. Gdy faszerowano go morfiną, gdy musiał czekać w kolejce na naświetlanie. Gdy pielęgniarka odmówiła udzielenia pomocy dziecku w wypadku gdyby ustała akcja serca. A jednocześnie ostrzegła, że tak się może zdarzyć bo nowe leki mogą tak zadziałać. Nie będzie reanimacji – oznajmia. Na pytania dlaczego, wzrusza ramionami, mówi coś że tak musiało być widocznie. Karty dzieci które zmarły trafiają do działu dzieci wyleczonych. Abstrakcja horror, nie powinniśmy o tym wiedzieć, nawet domyślać się prawdy. A jednak są ludzie, którzy mają odwagę powiedzieć prawdę ku zgorszeniu wszystkich „superbohaterów”. Oni z kolei mają swoje opowieści, dzwonią do radia i robią coś znacznie więcej niż lukrowanie rzeczywistości wprowadzają dysonans poznawczy mówiąc „chodziłam na chemię śpiewając,” „tak myślę, że to dużo mi dało - od tamtego czasu noszę krótkie włosy”. Brzmi coraz bardziej tragicznie gdy kobieta dzwoniąca do radia mówi, że dobrze się stało, że zachorowała. Wyparty czy tłumiony krzyk obraca się przeciwko nam. Z kolei rozgoryczenie może zaprowadzić do depresji. Potrzebujemy czegoś innego wentylu bezpieczeństwa Czegoś co pozwoli uniknąć zarówno błogiego spokoju – mnie to nigdy nie spotka, - nie mam obowiązku im pomagać bo w sumie to nic takiego, oraz panicznego lęku przed chorobą.

Oswojenie hospicjum to może być to _cierpienie ale i miłość, dwa światy ludzi chorych i zdrowych przenikające się z delikatnością i empatią. Wolontariat? Szafarz idący do chorych z Komunią Swiętą. Tam gdzie dobro spotyka się z życzliwością a Pani, którą się odwiedza zawsze czeka ze słodyczami choć nie może już opuszczać łóżka. To miłość jest odpowiedzią na wszystko. Miłość, która nadaje sens cierpieniu i nie wmawia, że go nie ma, miłość która trzyma za rękę, prowadzi, podnosi. Radość z tego, że ktoś jest blisko, że kocha, że nie odchodzi, nie poddaje się. Takich historii można by słuchać jak balsamu dla duszy.

Można mówić o Tym bez lukru, bez rozgoryczenia, albo nie mówić w ogóle pozostawiając zamknięty wentyl bezpieczeństwa, a ludzi trzymających się z dala od takich spraw z czystego lęku, że nie okażą się „superbohaterami”.

O.