Potem przychodzi lęk, taki nieuzasadniony przeszywający. Sprawy potoczyły się tak nagle na wstrzymanym oddechu. Najpierw dziadek się przewrócił, potem zaczął kaszleć podczas jedzenia nie wiedzieliśmy dlaczego. Babcia odkryła, że ma wybite dwa przednie zęby i dlatego ciężko mu jeść. Przyjechał ksiądz z Komunią i namaszczeniem chorych. Miałam nadzieję, że się od tego dziadkowi poprawi, bo słyszałam o takich przypadkach. Tymczasem nie, było coraz gorzej. Babcia wzięła dziadka do dentysty, tam zasłabł, wezwano karetkę, w szpitalu zrobiono mu badania kontrolne. Postanowili zatrzymać go w szpitalu na około tydzień. Babcia po całym dniu spędzonym na pogotowiu była wycieńczona. Teraz ona wymagała opieki, pomocy. Laura ugotowała obiad, zebrała owoce z sadu. Jednak sama nie wiedziała co z sobą zrobić, a lęk jej nie opuszczał. Bardzo chciała wierzyć, że kroplówka pomoże i dziadek wróci w lepszej kondycji. Wtedy jednak do głosu doszły duchy przeszłości. Prababcia trafiła do szpitala, po ataku serca. Miała już wyjść za dwa dni kiedy niespodziewanie zachorowała na zapalenie płuc i zmarła. Tak szpital kojarzył się Laurze jak najgorzej, opowieści osób które tam trafiły mroziły krew w żyłach. Jak tu żyć ze świadomością, że on jest tam. Jak uspokoić kołatanie serca. Jak nie bać się śmierci. Jak przetrwać dysonans poznawczy kiedy dzieci nie rozumieją co się dzieje i są pełne sił i radości i patrzeć jak babcia wykończona trawiona jest bólem nieporównywalnym z czymkolwiek innym. Człowiek którego całe życie kochała i podziwiała, z którym dzieliła dobre i złe momenty, z którym nie tak dawno świętowała jubileusz diamentowe gody swojego małżeństwa cierpiał, gasł, odchodził. Niepewność co będzie dalej, jego głos wołający w nocy o pomoc bo się przewrócił. Babcia była na każde jego zawołanie, odliczała tabletki podawała kubek z wodą, myła, czyściła, prała. Moja 86 letnia babcia jest bohaterką. Pokazała mi jak pogodzić się z utratą najbliższej osoby, wciąż mi pokazuje jak radzić sobie z bólem. Powiedziała „Wypłakałam moje łzy, teraz już wszystko pozostawiam Bogu”. Zrobiłam podobnie, płakałam długo w samotności, przypominając sobie wszystko co dla mnie zrobił, zawdzięczałam mu tak wiele, że nie sposób wszystkiego wyliczyć. To on namówił mnie na kurs prawa jazdy. To on pozwolił mi prowadzić samochód na niemieckich autostradach. To on po raz pierwszy zaprowadził mnie do restauracji. To on pomagał mi w opiece nad dziećmi kiedy były niemowlętami. To on woził mnie na praktyki studenckie do odległej szkoły. To on przynosił mi obiady do samochodu abym zdążyła coś zjeść między zajęciami. To on opowiadał mi o swoim skomplikowanym i nieraz ciężkim życiu. Teraz sam bezbronny jak niemowlę modli się całym sobą, słowami których nikt z nas nie może zrozumieć, modli się w ciszy, jego spokój, uległość wzbudzają podziw. Piękne życie, piękna śmierć. Nie ważne kiedy ona nadejdzie dla mnie „santo subito”. Potem pozostawiłam wszystko woli Bożej. Mimo, naszej cichej nadziei, jednak Pan zdecydował się zabrać Go do siebie. Towarzyszyć mu w tych chwilach było dla mnie cennym darem, a jego świadectwo wiary i zaufania do Boga na to nie ma słów. Dlatego już pozostawiam resztę milczeniu.