Kłopoty ze zdrowiem kłopoty z pracą – tą, która jest i tą – której nie ma, kłopoty, zmartwienia. Bo dzieci chore, bo siedzenie w domu, kaszel i nuda i pytanie jak umilić dziecku ten czas tak żeby też umilić go sobie. W teorii powinniśmy się bawić z dziećmi w to, co sami lubimy. Tak więc wczoraj Kamilka rozwiązywała sudoku – i skończyło się na nerwowym krzyczeniu. Podobnie jest z rysowaniem, perfekcjonizm Kamilki nie pozwala jej na zaakceptowanie nawet najdrobniejszej pomyłki. I pomyśleć, że to jeszcze nie jest wiek dojrzewania, jeszcze daleko. Koleżanka kiedyś mi powiedziała, że w tym wieku dzieci są jeszcze bardzo „plastyczne” tymczasem charakter Kamilki nie poddawał się żadnym prośbom czy próbom godziny szczerości, była zamknięta w sobie, nie chciała mówić o niepowodzeniach ale o sukcesach też mówiła rzadko i jak by mimochodem. Nieco inaczej było z Robercikiem – on choć znacznie częściej psocił potrafił okazać skruchę i przepraszał. Gabrysia natomiast na ogół bardzo wesoła ciężko przeżywała każdą niesprawiedliwość czy kuksaniec od swojego rodzeństwa. Od śmiechu przechodzi do płaczu. Przyznać jednak trzeba, że dwójka starszego rodzeństwa często wspólnie dokucza młodszej siostrze. Laura zachodziła w głowę co można z tym zrobić. Na pewno nie można faworyzować jednego dziecka, nawet jeśli ono – jak w przypadku Gabrysi było najgrzeczniejsze. Nie można też stawać po czyjejś stronie podczas konfliktu a raczej być mediatorem. Dobrym pomysłem jest znalezienie wspólnego zainteresowania dla dziewczynek. Mimo, że Kamilka zawsze preferowała klocki lego udało się znaleźć lalki – pachnące babeczki, które zachwyciły dziewczynki. Co prawda Robercik też chciał uczesać jedną z lal, ale potem wracał do swoich klocków. Starsza dwójka rodzeństwa trzyma się razem, stają po swojej stronie w przypadku konfliktu. Kamilka nie chciała bawić się z przedszkolakami a Roberta traktowała już jak ucznia bo od września miał pójść do szkoły. Gabrysia rozwijała się najszybciej z dzieci ale siłą rzeczy nie była tak dobra w węża i inny gry na tablecie, co powodowało ciągłe napięcia, gdyż Kamilka i Robert ciągle jej podpowiadali, dochodziło do przepychanek. Laura wypróbował hasło zaproponowane przez Grocholę „nie bij mojego dziecka” i niestety muszę powiedzieć, że nie odniosło skutku – może dzieci jeszcze są na to za małe.